PRODUCENCI: WYROBY MEDYCZNE TO NIE LEKI

Avatar By on 3 kwietnia 2017 0 29 Views

O tym, czy producenci są zadowoleni ze zmian w refundacji wyrobów medycznych, które planuje ministerstwo zdrowia i czy sklepy medyczne można traktować tak samo jak apteki, a wyroby tak jak leki rozmawiamy z Witoldem Włodarczykiem, Dyrektorem Generalnym Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED.

PZ: Co się zmieniło w projekcie ustawy dotyczącej finansowania wyrobów medycznych po konsultacjach społecznych? Czy są w nim znaczące zmiany?

Witold Włodarczyk: Ostatnie ogłoszone zmiany do projektu ustawy dotyczącej finansowania wyrobów medycznych są w stosunku do pierwotnej wersji niewielkie. Niestety, w nowej wersji projektu de facto zmniejszono planowaną marżę urzędową dla sklepów ze sprzętem medycznym. Sklep medyczny to podstawowa jednostka zaopatrzenia w wyroby do stosowania indywidualnego, takie jak środki chłonne, ortezy, protezy czy wózki.

PZ: Jak system refundacji wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie wygląda teraz i dlaczego wymaga zmian?

Witold Włodarczyk: Obecnie mamy do czynienia z wielopoziomowym systemem refundacji wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie, do zaopatrzenia indywidualnego. Z jednej strony mamy limit wartościowy. To znaczy, że dany wyrób medyczny jest refundowany do jakiejś kwoty. Jeśli pacjent zdecyduje się na wyrób droższy, lepszej jakości, będzie musiał zapłacić za różnicę pomiędzy jego ceną a limitem dofinansowania. Drugą kwestią jest udział pacjenta, a trzecim elementem limit ilościowy. Polega on na ograniczeniu zaopatrzenia do konkretnej liczby sztuk danego wyrobu.

Dodatkową barierą dla osób niepełnosprawnych jest też konieczność potwierdzania zleceń w oddziałach wojewódzkich NFZ, czego nie ma na przykład w lekach. Jeśli ktoś ma receptę od lekarza, to idzie do apteki, realizuje tę receptę i nic więcej nie musi robić. W przypadku wyrobów medycznych trzeba jeszcze iść do oddziału wojewódzkiego NFZ, a dla pacjentów niepełnosprawnych to może być poważny problem.

PZ: Dlaczego do sklepów medycznych nie powinno się bezpośrednio stosować regulacji dotyczących aptek i leków?

Witold Włodarczyk: Tym co przede wszystkim różni sklep medyczny od apteki jest fakt, że wydanie pacjentowi wyrobu medycznego w wielu przypadkach wymaga testowania, dopasowania i dodatkowej konsultacji. W takich sklepach pracują specjaliści, którzy muszą mieć czas na to, żeby zająć się klientem profesjonalnie. Często zakup sprzętu medycznego (np. aparatów słuchowych) wiąże się z przynajmniej kilkoma wizytami w sklepie. Ministerstwo chce zrównać marże w sklepie medycznym i aptece. Tymczasem profil sprzedaży w aptece jest odmienny. W sklepach medycznych trzeba magazynować towar gabarytowy; w wielu sytuacjach trzeba go dostarczyć pacjentowi do domu. To wszystko kosztuje, a nie zostało uwzględnione w zaproponowanej w projekcie ustawy marży urzędowej.

PZ: Czy w takim razie możemy się spodziewać, że część sklepów zniknie z rynku po wejściu w życie nowych przepisów?

Witold Włodarczyk: W mniejszych miejscowościach, przy proponowanej marży właściciele sklepów medycznych mogą rozważać rezygnację z działalności. Pacjenci będą musieli dojeżdżać do takiego sklepu do większej miejscowości. Co z tymi pacjentami, którzy są unieruchomieni?

PZ: Czy pomysł przeniesienia zasad refundacji z leków na wyroby medyczne jest dobry?

Witold Włodarczyk: Zgodnie z propozycją Ministerstwa Zdrowia, trzeba będzie składać odrębnie wnioski refundacyjne na każdy model, wielkość i rozmiar sprzętu medycznego. Nie wolno zapominać, że pojedynczy producent wózków ma w swojej ofercie kilka tysięcy różnych konfiguracji; w przypadku peruk i stomii to to kilkaset dopasowanych do potrzeb pacjentów rozwiązań technologicznych itp. Taki proces będzie nie tylko trudny do przeprowadzenia administracyjnie, ale też bardzo kosztowny. Zasadne jest przewidywanie, że wielu producentów złoży wnioski refundacyjne tylko na najlepiej rotujący sprzęt. A pozostałe wyroby (np. rzadko stosowane, o skrajnych rozmiarach), nie zostaną w ogóle zgłoszone do refundacji, a więc pacjent będzie musiał zapłacić za nie sam w całości (w zaopatrzeniu indywidualnym) lub po prostu ich nie dostanie (w zaopatrzeniu szpitalnym).

PZ: A jak nowe przepisy wpłyną na konkurencję na tym rynku?

Witold Włodarczyk: Dziś mamy taką sytuację, że wszyscy, którzy chcą zmieścić się w limicie i chcą być lepsi od konkurencji, muszą rywalizować jakością. To jest typowo konkurencyjny rynek. Chcesz coś sprzedać w tej samej cenie, zrób coś lepszego niż to, co ma konkurent. Co się stanie, jeśli przejdziemy na system rozdzielczo-nakazowy, czyli na taki, gdzie będą wybrani producenci, którzy trafia do systemu refundacji? Oni już nie będą musieli aż tak walczyć o postępy w jakości. To długookresowo może doprowadzić do tzw. zabetonowania rynku przestarzałymi technologiami; proces taki jest obserwowany w niektórych krajach UE.

PZ: Ale może za to pacjenci skorzystają na możliwości dopłaty do lepszego sprzętu w szpitalach?

Witold Włodarczyk: Z pewnością jest to rozwiązanie dobre dla pacjentów, dające realny wpływ na sposób leczenia w publicznym szpitalu. Analogiczne rozwiązanie funkcjonuje w lekach aptecznych od dziesięcioleci. Niestety zaprojektowana regulacja pozostawia sporo wątpliwości, warto byłoby ją merytorycznie dopracować.

PZ: W takim razie czego producenci wyrobów medycznych oczekują od ministerstwa zdrowia?

Witold Włodarczyk: Grupa naukowców, zaopatrzonych w informacje technologiczne ze strony Izby, zakończyła 2-letnie prace nad kategoryzacją wyrobów medycznych do zaopatrzenia indywidualnego. To swego rodzaju katalog abstrakcyjny, który nie ma nic wspólnego z konkretnymi produktami i markami. Pokazuje aktualny stan rozwiązań technologicznych na rynku indywidualnych wyrobów medycznych. Katalog ten może z powodzeniem zostać zastosowany do reformy aktualnego wykazu wyrobów medycznych finansowanych publicznie. To może zrobić ministerstwo i określić na podstawie swojego budżetu, na refundację którego sprzętu je stać, do czego trzeba będzie dopłacić, a za co w całości pacjenci zapłacą sami. Co ważne, działanie takie pozwoliłoby uzdrowić i unowocześnić zaopatrzenie, ale nie wymagałoby przewracania systemu do góry nogami; jest też stosunkowo proste do zrobienia.

PZ: Jak refundacja sprzętu medycznego wygląda w innych krajach? Nie musimy przecież wymyślać tego systemu od nowa. Być może są gdzieś rozwiązania, które już się sprawdziły i można byłoby je wdrożyć także u nas?

Witold Włodarczyk: Przeprowadziliśmy niedawno analizę ile sprzętu medycznego do zaopatrzenia indywidualnego refunduje się w Polsce, a ile w krajach Grupy Wyszehradzkiej. I okazało się, że są ogromne różnice. Dużo więcej sprzętu refunduje się na Słowacji i Węgrzech, a nieporównywalnie dużo w Czechach. Co się okazało? Są dwa parametry, które wpływają na tak ogromne różnice. Po pierwsze jest dużo szerszy katalog refundowanych wyrobów, które u nas są nie do kupienia. A drugą sprawą są bardzo niskie ceny wyrobów w Polsce w porównaniu z cenami sprzętu medycznego w krajach Grupy Wyszehradzkiej. Nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla zmian, które miałyby wymusić dalsze obniżki. Chodzi o to, żeby nie wylewać dziecka z kąpielą, bo system zaopatrzenia indywidualnego działa u nas całkiem dobrze i trzeba go tylko uporządkować.

PZ: A jak powinna wyglądać u nas refundacja szpitalna?

Witold Włodarczyk: W części szpitalnej należałoby się oprzeć na dobrze skonstruowanych zamówieniach publicznych, umożliwiających konkurencję z troską o wysoką jakość. Prawo zamówień publicznych w Polsce się zmieniło i cena nie jest już jedynym kryterium. Są jeszcze obowiązkowe pozacenowe kryteria wyboru, z którymi dyrektorzy szpitali mają spory problem, bo nie tak łatwo określić takie kryteria. Pod względem wymagania jakości, projekt ustawy refundacyjnej idzie w dobrym kierunku, tzn. uwzględnia konieczność ustanawiania wymagań jakościowych już na etapie ustalania, które wyroby mają zostać zrefundowane. Wymogi jakościowe w wielu przypadkach to kwestia życia lub śmierci pacjentów.

Chcielibyśmy zmian, które są absolutnie konieczne. Trzeba zrobić porządek z tym, co jest. Jeśli są jakieś nieprawidłowości, to chcielibyśmy żeby ministerstwo nam pokazało jakie i gdzie, tak by można z nimi walczyć również na forum organizacji gospodarczych takich jak Izba.

PZ: Czy zmiany w ogóle mają sens jeśli nie zwiększy się finansowanie refundacji wyrobów medycznych?

Witold Włodarczyk: Oczywiście finansowanie jest dziś zbyt małe. W przypadku zaopatrzenia indywidualnego limity nie zmieniły się od 1999 roku! Ale przynajmniej nie ma już kolejek do potwierdzania zleceń na wyroby medyczne. Pacjenci nie muszą czekać na realizacje swoich zleceń po kilka miesięcy, co jeszcze jakiś czas temu było na porządku dziennym. Zwiększenie finansowania nie przełożyło się niestety na nowe pozycje na liście refundowanych przez państwo wyrobów. Niemniej jednak wartościowo ta kwota wzrosła i to jest ogromy plus. Dlatego burzenie tego systemu nie jest naszym zdaniem konieczne. Jesteśmy zawsze otwarci na dialog w przedmiocie jego unowocześnienia.

Rozmawiała Aleksandra Smolińska